W polskim, oficjalnym tłumaczeniu austriackiej ustawy o wewnętrznym urządzeniu sądownictwa z 1852 r. znajduje się następujący fragment:
„Dłużnicy , podpadli krydzie, względem których postępowanie krydalne nie jest jeszcze ukończone…”. W niemieckiej wersji fragment ten brzmi: „In Konkurs verfallene Schuldner, deren Konkursverhandlung noch nicht beendigti ist…”. Nie ma wątpliwości, że chodzi tu o upadłość. O ile znane mi są określenia insolwencja (z łaciny), postępowanie konkursowe (z niemieckiego), to jednak zajmując się prawem, nigdy nie spotkałem się z określeniem „kryda” (kryga?) i zastanawiam się jakie może być jego pochodzenie.

Słowo kryda – bo o nie chodzi – notowane jest m.in. w Słowniku języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego (II połowa XX wieku). Funkcjonuje w nim jako potoczne określenie kredytu, a także przestarzała forma sygnująca bankructwo i upadłość. Podobne ujęcie znajdujemy w Słowniku języka polskiego pod red. Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwiedzkiego (1902). Czytamy w nim, że przywołany wyraz ma kilka wariantów ortograficznych: krejda, kreta, kryda, kryjda czy kryta i oznacza m.in. ‚kredyt’ oraz ‚rachunek’ (inna definicja to ‚kawałek […] używany do pisania, niekiedy w postaci laseczki’). Redaktorzy słownika podają źródłosłów wyrazu, wiążąc go z łacińskim słowem creta i niemieckim Kreide. Jak zauważa Andrzej Bańkowski, wyjaśniając pochodzenie jednostki, należności kredytowe zapisywano niegdyś kredą – w sklepach czy np. karczmach. Tym należy tłumaczyć fakt, że w jednej formie zawarte były odległe – jak mogłoby się dzisiaj wydawać – treści.

Łączę pozdrowienia
Bartłomiej Cieśla